Samochód jest dziś jak smartfon. Szybko zmienia nasze przyzwyczajenia

Rutynowa czynność tankowania samochodu może wkrótce odejść w zapomnienie. Świat pędzi do przodu i nawet w tej, do niedawna wydawałoby się prozaicznej sprawie, zachodzą zmiany. Wszystko dzięki samochodom elektrycznym, które sprawiają, że własne auto zaczynamy postrzegać podobnie, jak... smartfona.

Wyobraźmy sobie typową, codzienną sytuację – spotkanie za spotkaniem – jesteśmy w pierwszej połowie dość dynamicznego dnia. Smartfon, który dzielnie służy w organizowaniu kalendarza, wysyłaniu e-maili itp. stracił już większość porannej mocy. Wiemy, że baterii nie wystarczy do końca dnia.

Co dalej? To proste. Na kolejnym 45-minutowym spotkaniu sięgamy po ładowarkę i podłączamy telefon, który ładuje się do poziomu 80%. Jesteśmy gotowi na resztę dnia.

Brzmi znajomo? Już niedługo analogicznie może to wyglądać z samochodami elektrycznymi. Dzięki rosnącej liczbie punktów ładowania, które często dostępne są na parkingach galerii handlowych, pod supermarketami i w różnych innych punktach w mieście, np. pod urzędami miejskimi czy dzielnic, ale także poprzez możliwość ładowania ze zwykłego gniazdka, jesteśmy w stanie doładować swój elektryczny samochód – np. opla corsę-e w trakcie spotkania, lunchu lub kiedy po prostu robimy coś innego. Jednym słowem: poza z góry zaplanowanymi momentami.

Te ostatnie zresztą nie będą takie częste. Przy średnich, dziennych odległościach pokonywanych przez użytkowników samochodów po mieście, wynoszących do 50 km, przy zasięgu elektrycznej corsy-e do 337 km (wg normy WLTP) na jednym ładowaniu, uzupełniać prąd trzeba będzie mniej więcej raz na kilka dni. To całkiem niezła średnia!

Ile trwa ładowanie samochodu elektrycznego?

To zależy, z jakiej perspektywy na to spojrzymy. To fakt, że rzeczywisty czas ładowania baterii w samochodzie elektrycznym jest dłuższy od tankowania samochodu na stacji benzynowej i zależy m.in. od prądu, jaki im dostarczamy – czy jest on zmienny czy stały (ładowarki ładujące prądem stałym zazwyczaj mają wyższą moc), jaką ilość kilowatów dostarcza dana ładowarka, co ma związek choćby z jej typem. Jeżeli jednak popatrzymy na tę sytuację z perspektywy użytkownika, który ładuje swój samochód elektryczny przez noc u siebie w garażu, to czas ładowania możemy tak naprawdę sprowadzić do samej czynności, którą użytkownik musi wykonać – podłączenie i odłączenie samochodu do ładowarki. Każda czynność zajmuje powiedzmy 15 sekund (tyle mnie więcej trwa odłączenie wtyczki i odwieszenie jej na miejsce w wallboxie albo zwinięcie i schowanie kabla do bagażnika), więc w sumie daje nam to około pół minuty cennego czasu na podładowanie samochodu elektrycznego.

Natomiast rzeczywisty czas ładowania samochodu elektrycznego może trwać od trzydziestu minut – naładowanie do 80% baterii, gdy korzystamy z tzw. szybkiej ładowarki, która podaje prąd z mocą 100 kW – do kilku godzin, gdy korzystamy choćby z wallboxa o mocy 11 kW.

W ekstremalnym przypadku, od zera do pełna, może ono trwać nawet 30 godzin, jeśli samochód podłączymy do zwykłego gniazdka 230 V. Tylko że w tym przypadku ten czas jest wyłącznie kwestią naszej percepcji.

Wszystko dlatego, że ładowanie zazwyczaj odbywa się właśnie wtedy, kiedy nie korzystamy z auta. Na przykład śpimy (w nocy prąd jest też najtańszy). I podobnie jak podłączamy na noc telefon, tak też ładujemy samochód. Badania wskazują, że nawet Norwegowie, którzy mają najwięcej publicznie dostępnych ładowarek w całej Europie i tak najczęściej ładują swoje samochody w domu. Czyli ładowanie postrzegać można nie jako stratę czasu, czynność, która długo trwa. Dlaczego? Nie potrzebujemy specjalnej podróży do miejsca, w którym można uzupełnić "paliwo". My śpimy, a samochód się ładuje. Wygodnie i bezpiecznie.

Różne typy ładowania

Większość publicznie dostępnych ładowarek należy do prywatnych firm i jest płatna. Za darmo naładujemy się za to podczas zakupów w sieci sklepów spożywczych jednej z niemieckich marek czy przy szwedzkich sklepach meblowych i francuskich supermarketach ze sprzętem sportowym i kempingowym. I znów – jeśli jest to ładowarka szybka, np. pięćdziesięciokilowatowa, nie powinno to trwać dłużej niż nasze zakupy.

Ładowarek przybywa zresztą lawinowo i ten trend się utrzyma, m.in. dzięki rządowej ustawie wspierającej rozwój elektromobilności. Na koniec sierpnia w całej Polsce mogliśmy korzystać już z ponad 1224 stacji ładowania (ponad 2300 punktów). Co trzecia z nich to właśnie szybka ładowarka. W samej tylko Warszawie w najbliższych kilku latach ma przybyć ponad 800 płatnych ładowarek, a niemal co piąta ma być dostępna w centrum miasta.

Efekt jest taki, że dziś jedna taka stacja przypada średnio na pięć samochodów elektrycznych. Dla porównania w Europie ta średnia wynosi osiem. Wiąże się to poniekąd z faktem, że samochodów takich jest u nas obecnie mniej niż na Zachodzie, ale nie zmienia to matematyki związanej z dostępnością wolnych, publicznych ładowarek – to jakby mieć stację paliw dostępną tylko dla siebie i czterech sąsiadów z osiedla!

Ktoś zapyta – jak te miejsca znaleźć? To też nie jest problem, aplikacje typu "Plug-share" pozwalają odszukać najbliższy punkt ładowania, a czasami też sprawdzić, czy dana ładowarka jest już zajęta (to ostatnie zależy od zgłoszeń samych użytkowników, ale na szczęście to dobrze zorganizowana wspólnota). Istnieje też wiele stron internetowych takich jak np. e-autokult.pl, na których możemy to sprawdzić. Google Maps też bez trudu potrafi wyszukiwać tego typu stacje.

Smartfon i samochód. Co jeszcze, oprócz ładowania?

To, że telefon kiedyś miał do spełnienia jedno zadanie – dzwonić – jest oczywiste. Z czasem producenci urządzeń mobilnych rozwinęli dodatkowe funkcje. Ewolucja od kalkulatora do urządzeń, które są powiernikiem naszych wspomnień, bankiem, sklepem, nawigacją, komunikatorem – niezależnie, w jakiej części świata jesteśmy, wciąż trwa, a liczba dostępnych funkcji rośnie niemal z dnia na dzień. Trend ten można też zaobserwować w podejściu do samochodów. Już dawno auta przestały być wyłącznie przedmiotem służącym do przemieszczania się.

W corsie-e podstawą jest personalizacja. Tylko że tym razem obejmuje ona nie tylko wersje, kolory, ustawienie foteli, określenie trybu jazdy, opcjonalne podgrzewanie kierownicy, a to, trzymając się analogii do smartfona, w jaki sposób możemy dostosowywać do naszych potrzeb cyfrowy panel wskaźników, zastępujący tradycyjne "zegary".

Może on być np. czytelną nawigacją albo prędkościomierzem, podawać nam informacje o multimediach i statystyki dotyczące jazdy. Oprogramowanie w aucie – tak jak w smartfonie, również warto aktualizować, by korzystać z najnowszych systemów bezpieczeństwa, rozwiązań technologicznych i innowacji.

To, że system multimedialny, na który składają się usługi Opel Connect i Navigation Online, pozwala na bezproblemowe podłączenie naszego smartfona za pomocą systemu Apple CarPlay lub Android Auto, wydaje się kolejnym plusem. Zawartość ekranu wyświetlona będzie bezpośrednio na głównym ekranie pojazdu, tak byśmy mogli bezpiecznie korzystać z jego funkcji.

Na ekranach o wielkości 7 lub 10 cali wyświetlimy najistotniejsze aplikacje takie jak Google Maps czy Spotify. Ich lista z pewnością będzie jeszcze rosła wraz z upływem czasu. Ważne jest to, że można je obsługiwać, nie dotykając ekranu telefonu, ale korzystając z komend głosowych lub używając dużej klawiatury ekranowej auta – oczywiście z tej ostatniej możliwości nie korzystamy podczas jazdy.

Chętniej w abonamencie

Wspominając o "transformacji samochodów w smartfony", nie mówimy tylko o tym, jak zmienia się postrzeganie auta z pozycji kierowcy czy pasażerów. Sam proces zakupu też się zmienia. Coraz częściej przecież leasingujemy auta, kupujemy je na abonament lub korzystamy z długoterminowego wynajmu – wszystkie te formy sprawiają, że możemy czuć się trochę, jakbyśmy spłacali nowy telefon. Niezależnie od tego, czy na koniec wykupimy go, czy oddamy i weźmiemy następny, schemat jest podobny

A jaki ma być samochód dzisiejszych czasów? Przede wszystkim powinien pozostawiać jak najmniejszy ślad węglowy w całym cyklu użytkowania, czyli od momentu produkcji do utylizacji produkować jak najmniej substancji, które mogłyby szkodzić środowisku. To właśnie dlatego Opel rozbudowuje swoją gamę o pojazdy typu plug-in hybrid (PHEV) oraz w pełni elektryczne. Nowoczesne, zaawansowane technicznie układy napędowe, takie jak zastosowany w Oplu Corsa-e, stanowią odpowiedź na potrzeby współczesnych kierowców i środowiska.

Samochód i smartfon mają dziś ze sobą coraz więcej cech wspólnych. I ta liczba interakcji będzie rosła, bo korzystanie ze smartfona ma być proste, intuicyjne, przyjemne. Podobnie jest z samochodem. Szczególnie, że czas jego ładowania zależy wyłącznie od tego, jak zaplanujemy dzień.

uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.